kplublin blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

Altergodzina – audycja społecznie zaangażowana.
Przeciw komercjalizacji szkolnictwa(Plan Boloński)
Słuchaj TUTAJ

Altergodzina o zwolnieniach na UMCS.
Słuchaj TUTAJ

Dziś (30.11) władze UMCS przystąpiły do wstępnych rozmów ze związkami zawodowymi, decydując się na wycofanie z dotychczasowych planów zwolnienia ok. 400 osób, poprzestając na redukcji etatów personelu obsługi na poziomie 150 osób. Ostateczne porozumienie, które przypieczetuje tą decyzję zostanie podpisane 6 listopada. Ten nieoczekiwany kompromis wynegocjowano przy porozumieniu ze wszystkimi związkami zawodowymi działającymi na uczelni.Wśród pracowników panuje atmosfera zadowolenia ale i obaw, bo wciąż nie wiadomo kto znajdzie się w gronie zwolnionych. Napewno wśród tych osób będą pracownicy, którzy przejdą na wcześniejszą emeryturę. Poczatkowo władze chciały, aby to związki typowały ludzi do zwolnienia, te jednak nie wyraziły na to zgody, deklarując, że ich statutową misją jest ochrona pracowników, a nie ich zwalnianie.

Niemniej zawarty kompromis sprawił, że władze zrealizowały częśc postulatów wysuwanych od początku przez ZZ Solidarność ’80:

-odstąpienie od zamiaru przeprowadzenia zwolnień grupowych (wycofanie się z pomysłu wprowadzenia firm zewnętrznych)

- nawiązanie konstruktywnego dialogu ze związkami zawodowymi

W trakcie wstępnych rozmów częściowo zarysowano również plan restrukturyzacji mający trwać do marca 2010 r we wszystkich pionach zatrudnienia. Nadal nie ujawniono treści audytu przeprowadzonego przez zewnętrzną firmę konsultingową Azimutis, na wyniki którego powoływały się władze, argumentując o konieczności przeprowadzenia tak drastycznego programu zwolnień. Utajnienie tych informacji a co za tym idzie nieprzejrzystość w stosunkach pomiędzy władzą a pracownikami i studentami, jest dla nas mimo zawartego kompromisu, w dalszym ciągu szczególnie niepokojący. Stoi on naszym zdaniem w sprzeczności z zasadami demokratycznego dialogu, który powinien opierać się na bezwzględnej jawności informacji. Na warszawskiej SGGW, która również jest zadłużona,wyniki przeprowadzonego audytu władze tej uczelni UDOSTĘPNIŁY związkom zawodowym.

Przy tej okazji zauważyć należy również, że już 26 lutego 2009 r. ZZ wystosowały pismo, w którym prosiły m.in. o sporządzenie przykładowej symulacji kosztów wynagrodzeń i wydatków rzeczowych sprzątania w UMCS oraz ewentualnych oszczędności wynikających z zastąpienia pracowników obsługi przez firmę zewnetrzną. Na pismo te ZZ nie otrzymały odpowiedzi.

Również 29 wrzesnia ZZ zażądały informacji na temat: 1) liczby osób zatrudnionych w grupie pracowników obsługi; 2) kosztów ponoszonych przez Uniwersytet związanych z zatrudnianiem tych osób; 3) szczegółowej symulacji spodziewanych efektów ekonomicznych związanych ze zwolnieniami z przejęciem dotychczasowych obowiązków przez firmę zewnętrzną; 4) wyników audytu dotyczących organizacji pracy, czasu pracy oraz posztów sprzatania pomieszczeń UMCS. Informacji tych nie uzyskano. Władze nadesłały jedynie pismo z wyliczeniem liczby zatrudnianych osób.

Warto nadmienić także, że związki zawodowe od początku zgadzały się na zwolnienia na poziomie 100 osób, a nie ok. 40, jak podawały władze w wypowiedziach do mediów. 

W chwili obecnej, uznano stanowisko ZZ Solidarność’80 w kwestii programowu oszczędnościowego zaproponowanego przez pracowników, na który składają się następujące propozycje:

1. Zmniejszenie liczby osób zatrudnionych poprzez naturalne odejścia.
2. Racjonalne wykorzystanie czasu pracy.
3. Zwiększenie powierzonych odcinków dla porządkowych
(…)
5. Połączenie etatów porzadkowa-szatniarz, portier-szatniarz tam, gdzie pozwalają na to warunki.
6. Obniżenie kosztów zakupu środków czystości.
7. Rezygnacja z etatów starszych woźnych, ponieważ ich kompetencje dublują się z kierownikami.
8. Przekazanie pracowników obsługi dziekanom poszczególnych wydziałów tak jak biblioteki wydziałowe.

Dalsze rozmowy w kwestiach szczegółówych będą kontynuowane.

Za miesiąc na UMCS ruszają największe zwolnienia w historii uczelni. Pracę stracić ma prawie 400 osób, w większości sprzątaczki. Tymczasem jednomyślności co do zwolnień nie ma już w samej ekipie rektorskiej

- Jako człowiek i członek uczelnianego Związku Nauczycielstwa Polskiego nie ukrywam, że pomysł zwolnienia tak dużej liczby osób jest zły – mówi prof. Stanisław Michałowski, prorektor ds. studenckich UMCS. – Ta opinia wynika z moich poglądów społecznych i również programu, z którym szliśmy do wyborów rektorskich. Nie było w nim mowy o zwolnieniach grupowych. Restrukturyzacja jest konieczna, ale nie takim kosztem społecznym.
Początek zwolnień w grudniu

Całość artykułu przeczytasz TUTAJ

List Wojciecha Olejniczaka do Rektora UMCS Prof. dr hab. Andrzeja Dąbrowskiego w sprawie zwolnień grupowych na uniwersytecie.
                                                                              
Szanowny Panie Rektorze,

Z niepokojem obserwuję sposoby rozwiązania problemu zadłużenia, jakie przyjęły Władze Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Wyjściem  z ciężkiej sytuacji finansowej nie powinno i nie może być zwalnianie pracowników, którzy w dzisiejszej sytuacji na rynku pracy, są z pewnością grupą poszkodowaną.

Całośc listu przeczytasz TUTAJ

Alekracja

Brak komentarzy

Lubelski Klub KP oraz osoby sympatyzujące ze sprawą zwalnianych pracowników, prowadzą od kilku dni, wśród studentów, zbiórkę podpisów protestacyjnych. Ci ostatni podpisują się chętnie i nie trzeba ich specjalnie przekonywać. Kazdy wie, czym jest bezrobocie w jednym z najbiedniejszych regionów Unii Europejskiej i nie widzi dobrodziejstwa w życiu na zasiłku o wysokości 400 zł.
Jak dotąd, po 3 dniach zbiórki, zebraliśmy 1000 podpisów. 700 z nich dostarczylismy juz do Biura rektora. Nim do tego doszło, spotkały nas jednak nieprzyjemności ze strony władz Wydziału Filozofii i Socjologii, gdzie zaczynaliśmy nasza zbiórkę. Pani dziekan widząc, że na uczelnianym korytarzu przygotowujemy plakaty protestacyjne, pouczyła nas, że aby prowadzić tego typu akcje niezbędna jest zgoda samorządu studenckiego, natomiast prodziekan ds studenckich wezwał nas na rozmowę, w trakcie której (gdy okazało się, że nie mamy zgody samorządu) stwierdził, że nie rozumiemy jak działa demokracja. Polega ona na tym, że w wyborach do samorządu wybrano naszych przedstawicieli i to oni wypowiadają się w naszym imieniu. Wszystko czemu udzielą błogosławieństwa zyskuje rangę legalności i ma prawo istnieć w przestrzeni uniwersytetu.Wszystko, co nie uzyska ich poparcia, zostaje wyrzucone poza nawias życia uczelni. Oznacza to, że zasadniczo wolno nam zbierać podpisy i protestować, ALE tylko wtedy gdy zgodzi się na to samorząd, organ przedstawicielski. Żadna oddolna, samorzutna inicjatywa studentów, wypływająca z ich wewnętrznej potrzeby działania nie jest mile widziana i nie ma prawa istnieć bez zgody odpowiednich czynników.Alekracja. O wolność słowa trzeba prosić. Bez tej zgody powinniśmy się zwinąć i zaprzestać naszych działań. Jak zapytał nas retorycznie prodziekan ds studenckich, jeśli nie akceptujemy tych zasad, to co robimy na tej uczelni?
Udaliśmy się zatem do ogólnego samorządu uczelnianego. Jego Przewodniczący poinformował nas jednak, że samorząd nie ma prawa dawać nam zgody ani zabraniać naszej akcji, ponieważ zgodnie z jego ustawowymi kompetencjami, zajmuje się on obroną praw studentów, a nie pracowników. Przewodniczący powiedział również, że nie uważa, by wszystkie działania na uniwersytecie musiały mieć legitymację samorządu.
Pojawiła się zatem poważna rozbieżność między postawą samorządu a wymaganiami władz Wydziału. Nie jest to jednak naszym zmartwieniem. Zdajemy sobie sprawę, że chodzi tu o utrudnienie nam prowadzenia naszego protestu, poprzez róznego rodzaju biurokratyczne wymagania, gdyż jak sugerowano nam już kilkakrotnie „to nie jest sprawa studentów”. My jednak twierdzimy, że jest to sprawa nas wszystkich, całej wspólnoty uniwersyteckiej i każdy ma prawo zabrać głos. Również studenci.

Posłuchaj audycji radiowej (Radio Lublin) na temat zwolnień. Goścmi byli Pani Elżbieta Chodzyńska (Solidarność’80), dr. Tomasz Kitliński (lubelska Krytyka Polityczna, sygnotariusz listu protestacyjnego Porozumienia Kobiet 8 Marca) oraz rzeczniczka prasowa UMCS a takze kanclerz UMCS, dr Mirosław Urbanek. Audycje można pobrać TUTAJ

List otwarty obywatela i pracownika naukowego UMCS przeciw zwolnieniu 400 osób z naszej uczelni

Czy uniwersytet ma być przynoszącą zysk firmą, praktykowaniem i nauczaniem przedsiębiorczości, sprężyną podporządkowaną tzw. mechanizmom rynkowym? Uczelnia to wspólnota bezinteresownych poszukiwaczy i poszukiwaczek prawdy, która daje przykład moralny społeczeństwu.  

W trudnych czasach uniwersytety wyrażały krytykę władzy, organizowały opór, sprzeciwiały się. Na gmachu Starej Humanistyki UMCS wmurowano tablicę upamiętniającą tworzenie tu grup opozycji od lata 1980 roku. Studenci i wielu wykładowców tej uczelni razem uczestniczyło w antykomunistycznym strajku. W tutejszej Chatce Żaka działały teatry alternatywne, które nie zgadzały się na zło.
Uczelni nie przystoi czynić niesprawiedliwość. Akademia platońska kultywowała etykę. Zdaniem średniowiecznych uczonych uniwersytet to kosmopolityczna społeczność poświęcona wyłącznie wiedzy. Według zasad humanisty i założyciela uniwersytetu w Berlinie, Humboldta, badamy tu i nauczamy wartości.  

W badaniach i pracach wydawanych w wydawnictwach Polskiej Akademii Nauk, Routledge czy New York University Press zajmuję się filozofią praw nieuprzywilejowanych, tekstami wykluczonych, etyką przeciwdziałającą dyskryminacji.  Jak mógłbym kontynuować te dociekania, nie protestując jednocześnie przeciw skazywaniu przez nasz uniwersytet 400 osób na wykluczenie, przeciw decyzji motywowanej wyłącznie rachunkiem ekonomicznym.

Dlatego wraz z pół tysiącem innych pracowników naukowych UMCS poparłem w specjalnym piśmie zagrożonych zwolnieniem pracowników obsługi. Podpisałem także list protestu przeciw zwolnieniom razem z prof. Marią Janion, a także jedną z przywódczyń ruchu studenckiego w roku 1968 i więzioną po Marcu Ireną Grudzińską-Gross (obecnie Princeton) i wieloma koleżankami i kolegami ze środowisk akademickich z całej Polski. Jak spojrzę sygnatariuszom petycji w oczy, jeśli wyrzuci się z uczelni ludzi na bruk?
Lubelskie to region ze szczególnymi problemami społecznymi. Namysł nad ich pokonaniem przystoi zwłaszcza ludziom nauki.  Zagrożone zwolnieniami na UMCS są przede wszystkim kobiety, co niepokoi, gdy Unia Europejska stawia na prawa kobiet. W społeczności uniwersyteckiej, do której należą studenci, wykładowcy i pracownicy obsługi, winniśmy pielęgnować wzajemny szacunek.  Piszę o tym jako zatroskany obywatel, ale także jako naukowiec w poszukiwaniu wolności.

dr Tomasz Kitliński
Adiunkt na Wydziale Filozofii i Socjologii UMCS. Absolwent filologii angielskiej UMCS, studiów nad tekstem pod kierunkiem prof. Julii Kristevej na Uniwersytecie Paryskim 7 i filozoficznych studiów doktoranckich UMCS. Były stypendysta Fulbrighta w Centrum Badań o Demokracji na nowojorskim uniwersytecie New School for Social Research. Autor książek „Obcy jest w nas”, „Miłość i demokracja” i ponad setki artykułów w czasopismach naukowych, m. in.  Polskiej Akademii Nauk oraz publicystyki w „The Guardian”,  „Der Spiegel”, „Krytyce Politycznej” i „Słowie Żydowskim”.

UMCS traci etos

Brak komentarzy

    Broniąc zwalnianych z pracy pracowników administracji UMCS nie idziemy na wojnę z uniwersytetem, a jedynie stajemy po stronie wykluczonych. Dopominamy się o szacunek dla tych ludzi i uznanie ich godności osobistej. Mamy tu na myśli ten sam szacunek, jaki sami żywimy do uniwersytetu z którym łączą nas obowiązki zawodowe, praca naukowa a także – owszem – również miłość do wiedzy.  

    Niestety, władzom uniwersyteckim zabrakło tego szacunku dla ludzi, których w pewnym momencie uznano za zbędnych. Sposób ich potraktowania świadczy zgoła o przeciwnej etosowi uniwersyteckiemu pogardzie dla ludzkiej podmiotowości.

    Poniżenie i pogarda bolą zawsze, ale gdy odczuwamy je ze strony kogoś, kogo darzymy szacunkiem, ból jest większy.

    Arkady Fiedler w swojej zasłużenie sławnej książce „Dywizjon 303” nazwał mechaników lotniczych „szarymi korzeniami bujnych kwiatów”. W istocie, bez ich ciężkiej i anonimowej pracy polscy piloci nie byliby w stanie odnieść owych sukcesów, o których z wielkim uznaniem wyrażał się sam Churchil.

    Dlaczego władze uniwersyteckie zapominają o swoich „korzeniach”, traktując je z typową raczej dla władzy autorytarnej arogancją? Czy dlatego, że chodzi tu o pracowników fizycznych, którzy nie dysponują wiedzą mogącą przynieść uniwersytetowi chwałę i uznanie? Za to potrafią utrzymać go w czystości i porządku bez którego – należy o tym pamiętać – żaden bujny kwiat nie wyrośnie.

    A arogancja władzy nigdy nie jest równie wyraźna jak wtedy, gdy uderza w najsłabszych, którzy sami się nie obronią.

    Nie kwestionujemy potrzeby oszczędności na uniwersytecie. Nie kwestionujemy także konieczności zwolnień. Kwestionujemy styl w jaki się to odbywa, pokazujący dobitnie, że właśnie stylu władze uniwersyteckie nie posiadają wcale. Kwestionujemy skalę zwolnień, a także zachowanie decydentów w tej sprawie. Skąd problemy zainteresowanych z dotarciem do wyników audytu? Zwalnianie ludzie w oparciu o niejawne dane jest jak policzek. „Zwolnimy cię, ale nie powiemy dlaczego”. Taka strategia, naganna rzecz jasna, byłaby poniekąd zrozumiała (choć nie usprawiedliwiona) w przypadku korporacji lub sieci handlowej, gdzie wyzysk i przedmiotowe traktowanie pracowników jest smutną codziennością.

    My jednak mówimy o uniwersytecie.

    Jest głęboko nie w porządku, gdy uniwersytet tak radykalnie obniża swój poziom etyczny, że zgoła trudno odnaleźć różnicę pomiędzy aksjologią uniwersytetu a pierwszego z brzegu dyskontu.

    A jeżeli pryncypia etyczne szlachetnej Alma Mater reprezentują poziom obecny w tych brzydkich, gigantycznych blaszakach bez których trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek osiedle mieszkaniowe, to doprawdy dziesięciopiętrowy gmach UMCS powinien ze wstydu zapaść się pod ziemię.

    Outsorcing, pojęcie znane na uniwersytetach głównie w teorii i głównie na zajęciach z zarządzania i marketingu, na UMCS znalazło nowe, praktyczne zastosowanie. Dzisiaj znawcą tego zagadnienia, a właściwie jego społeczno-ekonomicznych skutków jest z konieczności każda pani sprzątająca i każdy pracownik administracji. W praktyce wygląda to następująco. Istnieje firma zatrudniająca pracowników na etat. Ale pojawia się firma z zewnątrz, która zobowiązuje się, że te same obowiązki, które wykonują pracownicy pierwszej firmy, ona wykona równie dobrze (nie jest to jednak regułą), a przede wszystkim – taniej. I nie jest ważne, czy pierwsza firma posiada kłopoty finansowe czy pragnie osiagnąć wyższy zysk. Liczy się kalkulacja z której wynika, że zwolnienie pracowników i zlecenie wykonania ich obowiazków firmie zewnętrzej jest opłacalne.

    Co się dzieje dalej? Firma zewnętrzna wykonuje swoją pracę, a ta pierwsza firma podnosi swój wynik finansowy. Majstersztykiem wyrachowania jest w związku z tym sytuacja, częsta zresztą, że firma zewnętrzna wykonuje swoje obowiązki rękami zwolnionych wcześniej pracowników, którzy postawieni pod ścianą, zmuszeni są zatrudnić się u nowego pracodawcy i na nowych warunkach. W efekcie pracownik zatrudniony wcześniej w pierwszej firmie, wciąż pracuje w tym samym miejscu i za pomocą tych samych narzędzi. Co się zmieniło? Szef, wynagrodzenie i gwarancje socjalne – wszystko na niekorzyść pracownika. Proste?

    Ten schemat, gdzie dwie firmy dogadują się ze sobą kosztem pracowników to zjawisko typowe na rynku pracy. Podstawmy teraz pod pierwszą firmę Uniwersytet Marie Curie Skłodowskiej, a pod drugą znaną z wyzyskiwania pracowników firmę Impel i stanie się jasne, że UMCS, pod wodzą rektora Andrzeja Dąbrowskiego przejął z zasad funkcjonowania rynku pracy to, co najgorsze.

    Na koniec jeszcze jedna sprawa. Klub Krytyki Politycznej w Lublinie w krótkim czasie zebrał kilkaset podpisów studentów pod listem protestacyjnym przeciwko zwolnieniom na UMCS. Często byliśmy pytani „czy to coś da?”, przecież „decyzje zostały podjęte”. Rozumiemy wątpliwości ale zachęcamy, do niepoddawania się im. Wynika z nich bowiem, że warto angażować się wyłącznie w to, czego sukcesu z góry jesteśmy pewni. Rzeczywiście, skutki protestu są nie do przewidzenia. Jeżeli jednak dzieje się coś złego, należy reagować. I nawet, jeżeli władze uniwersytegu nie oglądając się na koszta społeczne i sprzeniewierzajac się etosowi uniwersyteckiemu przeprowadzą swój zamiar do końca, obowiązkiem przyzwoitego człowieka jest sprawić, by stało się to tak trudne jak tylko się da.

                                                                                                                                                             Jacek Zalewski

 Pisarz, filozof i publicysta. Autor książki Wstęp do wątpienia. Materiały do studiów nad sceptycyzmem (2009). Publikował m.in. w Ruchu Filozoficznym, Twórczości, Czasie Kultury. W 2000 roku ukończył na UMCS filozofię. Mieszka i pracuje w Lublinie.

Dziś o godz 16.30 w Radiu Lublin będzie można posłuchać dyskusji dotyczącej zwolnień grupowych na UMCS.

Do udziału zaproszone zostały zagrożone zwolnieniem pracownice UMCS, członkowie Klubu Krytyki Politycznej w Lublinie, sygnatariusze listu wystosowanego przez Porozumienie Kobiet oraz przedstawiciele władz UMCS.

Także w Radiu Afera dziś o godz. 20.00 audycja poświecona tej sprawie.

Polecamy!

Prawa człowieka, a nie prawa rynku” – skandowały zwalniane pracownice obsługi w trakcie pikiety 23 października przed gmachem UMCS, gdzie odbywała się inauguracja roku akademickiego. Krzyczeliśmy razem z nimi: studenci, działacze klubu Krytyki Politycznej, Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej i nieliczni pracownicy naukowi. Wszyscy, którzy nie zgadzają się na wyrzucenie 400 osób na bruk – najmniej uprzywilejowanych pracownic: sprzątaczek, szatniarek, portierów.

Dokładnie 65 lat temu powstał Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, w którym wykładał rewelator filozofii nauki Ludwick Fleck, w lipcu 1980 powstała opozycja i działał ruch teatrów alternatywnych. 23 października władze zmierzały na obchody tej rocznicy. Rektor, kanclerz, dziekani nie chcieli rozmawiać z protestującymi i mijali obojętnie pikietę zwalnianych, którzy wołali „Chcemy pracy, nie wyzysku”. Kiedy uczestniczki protestu chciały wejść do auli, drzwi zablokowali ochroniarze.

Nikt z władz nie wyszedł do pikietujących. Protestujący próbowali wejść do auli – doszło do przepychanek. Od zdesperowanych pikietujących posypały się jajka. Odbywała się konwencjonalna inauguracja, a pod pomnikiem patronki, Marii Curie-Skłodowskiej wyrzucane z pracy opowiadały o swoich problemach. Odczytaliśmy list protestacyjny do władz UMCS, podpisany przez prof. Marię Janion, prof. Irenę Grudzińską-Gross (Princeton), prof. Anne Berger (Paris 8), Stanisława Obirka, Agatę Bielik-Robson, Marka Bieńczyka, Hannę Samson, Kingę Dunin, Ygę Kostrzewę, Katarzynę Bratkowską i wielu innych.

Zagrożone pracownice obsługi i popierający ich nie zostali dopuszczeni do uroczystości uniwersyteckich. Więcej – są ignorowani i lekceważeni. Łączy się tu arogancja władzy i arogancja praw rynku. Arogancję władzy wytykaliśmy komunistom. Ale obecna władza wyklucza pracownice obsługi i niezgadzających się na to. Tłumaczą się tzw. prawami rynku, koniecznością likwidacji długu uczelni. Jak można restrukturyzować uniwersytet kosztem najbiedniejszych? Jak można wprowadzać outsourcing ich pracy poprzez firmę Impel? Jak można przeprowadzać zwolnienia grupowe bez konsultacji społecznych, bez refleksji, bez współczucia?

Stracim robotę, bo rektor kupił toyotę” – skandowały protestujące. W kryzysie władze kupiły właśnie toyotę aventis i remontują reprezentacyjny plac uczelni. Fasada plus togi. Setki tóg dźwigają na uroczystości właśnie panie z obsługi, które następnie fryzują profesurę.

Ale teraz zorganizowały się w związek zawodowy; przewodnicząca Elżbieta Chodzyńska powiedziała Romanowi Kurkiewiczowi w TOK FM: „Mniej więcej jedna trzecia pracowników naukowo-dydaktycznych wyraziła na piśmie swoje poparcie dla sprzeciwu wobec tych zwolnień.”

I rzeczywiście już we wrześniu podpisywaliśmy petycję przeciwko zwolnieniom. Te bezduszne zwolnienia to największe redukcje od lat w ubogim regionie Lubelszczyzny.

Klub Krytyki Politycznej w Lublinie stwierdził, że „Nie uwzględnia się, że zdecydowana większość spośród przeznaczonego do redukcji personelu, stanowią kobiety około pięćdziesiątego roku życia, a więc grupa o bardzo słabej pozycji na rynku pracy. Redukcję zatrudnienia w drodze zwolnień grupowych uważamy za środek prymitywny i głęboko krzywdzący dla całego środowiska akademickiego.” Do pikiety przyłączył się organizator protestów studenckich w 1968 roku.

Zadaniem uniwersytetu jest troska o dobro całej swojej społeczności, a nie przedsiębiorczość. W uczelni nie ma miejsca na wykluczenia, poniżanie kobiet, uprzedzenia wobec „innych” grup społecznych. Studenci, wykładowcy, a także pracownicy obsługi (są to w większości najmniej uprzywilejowane pracownice) powinni tworzyć razem społeczeństwo obywatelskie – demokratyczne i wspomagające się wzajemnie. Uniwersytet to tworzenie wiedzy i praktyki współpracy, szacunku, gościnności. To zależy od nas.


Tomasz Kitliński


(Dr Tomasz Kitliński od ponad 10 lat wykłada na UMCS. W latach studenckich działał w opozycyjnym teatrze Grupa Chwilowa. Uzyskał Dyplom Studiów Tekstu i Obrazu u Julii Kristevej na Uniwersytecie Paryskim 7. Był stypendystą Fulbrighta w nowojorskim uniwersytecie New School. Jego teksty drukowały wydawnictwa naukowe Polskiej Akademii Nauk, Routledge, New York University Press, a także czasopisma „The Guardian”, „Der Spiegel”, „Die Tageszeitung”, „Zagadnienia Naukoznawstwa”, „Przegląd Filozoficzny” i „Słowo Żydowskie”.)


  • RSS